CZĘŚĆ 1
„Moi matka i siostra wprowadzają się dziś do tego domu, a ty nie pisniesz o tym ani słowa” – powiedziała mi jedna druga noc w rezydencji, za którą ponosiłam udział w całym z urządzeń wojskowych.
udostępniane z całkowitej nonszalancji, wykorzystującej w dłoni telefon i wychodzącej boso po marmurowej kuchni, dostępne do domu na wzgórzach Scottsdale zawsze wysyłane do jego rodu, a nie do moich dziesięciu lat niestrudzonych pracy nad uruchomieniem firmyj od podstaw.
Dom zachwycający, z jasną kamienną fasadą, potężnymi szklanymi oknami, płaskim, cichym basenem, w którym odbijało się niebo, i garderobą większym niż w pierwszym oknie, które wynajęłam, gdy nie przybyło nic.
Wszystko w tej przestrzeni, która jest wykluczona, pozornie uznane przez moje poświęcenia i szepczone mi, że wycierpiałem już dużo, przez zasłużyć na spokój.