Na ślubie mojego brata teściowa „przypadkowo” wylała czerwone wino na mój biały, granatowy garnitur. „Czarna dziewczyna w mundurze i tak wygląda jak ochroniarz” – zaśmiała się, gdy goście wiwatowali. Mój mąż po prostu odwrócił wzrok. Nie mieli pojęcia, że ​​gościem honorowym jest mój dowódca. Kiedy wszedł, nie skierował się do stołu głównego – zasalutował mi i powiedział: „Panie majorze, Pentagon jest na linii. Właśnie zatwierdzili zajęcie mienia tego obiektu”.

Rozdział 2: Karmazynowy Sabotaż
Aperitivo było prawdziwą lekcją biernej agresji. Stałem przy oknach sięgających od podłogi do sufitu, obserwując elitę Wirginii, złożoną z „koni i majątków”, która się mieszała. To byli ludzie, którzy mówili o „obsłudze” w kontekście czasu, jaki kelnerka potrzebowała na podanie przystawek. Dla nich moja ranga była ciekawostką, atrakcją, którą Eleanor wpuściła do cyrku.

„Majorze Vance” – głos Eleanor przeciął powietrze niczym ząbkowane ostrze. Podeszła z czysto teatralną gracją. „Bardzo się cieszę, że do nas dołączyłeś. Widzę, że postanowiłeś pozostać w roli przez cały wieczór”.

„To nie jest rola, Eleanor” – odpowiedziałem.

 

Następny »
Następny »