Rozdział 2: Karmazynowy Sabotaż
Aperitivo było prawdziwą lekcją biernej agresji. Stałem przy oknach sięgających od podłogi do sufitu, obserwując elitę Wirginii, złożoną z „koni i majątków”, która się mieszała. To byli ludzie, którzy mówili o „obsłudze” w kontekście czasu, jaki kelnerka potrzebowała na podanie przystawek. Dla nich moja ranga była ciekawostką, atrakcją, którą Eleanor wpuściła do cyrku.
„Majorze Vance” – głos Eleanor przeciął powietrze niczym ząbkowane ostrze. Podeszła z czysto teatralną gracją. „Bardzo się cieszę, że do nas dołączyłeś. Widzę, że postanowiłeś pozostać w roli przez cały wieczór”.
„To nie jest rola, Eleanor” – odpowiedziałem.