Pewnego poranka w Dzień Matki siedziałam na podłodze w salonie z kocykiem Randy’ego w kształcie dinozaura na kolanach i jego miską z płatkami śniadaniowymi na stoliku kawowym.
Co roku robił mi śniadanie.
Na śniadanie zjadłam suche płatki, wypiłam za dużo mleka i wyrwałam kwiaty z ogrodu, mając jeszcze połowę korzeni.
W tym roku miska była pusta.
Siedziałam na podłodze w salonie z kocem Randy’ego w kształcie dinozaura.
***
O godzinie dziewiątej zadzwonił dzwonek do drzwi.
Zignorowałem to, bo nie miałem siły, żeby stawić czoła komukolwiek.
Zadzwonił ponownie.
Potem rozległo się przeraźliwe pukanie.
Podniosłam się, otarłam twarz i otworzyłam drzwi, gotowa odrzucić kolejną zapiekankę lub spojrzeć w oczy kolejnej parze smutnych oczu.
Ale na moim ganku stała mała dziewczynka.
Potem rozległo się przeraźliwe pukanie.
Miała splątane brązowe włosy, mokre policzki i za dużą kurtkę dżinsową zwisającą z jej ramion.
W jej ramionach trzymał plecak Randyego.
Moja ręka chwyciła framugę drzwi.
„Czy jesteś mamą Randyego?” zapytała.
Skinąłem głową.
Mocniej przytuliła plecak. „Szukałeś tego, prawda?”
„Skąd to masz, kochanie?”
„Randy kazał mi go pilnować. Był moim przyjacielem.”
„Czy jesteś mamą Randyego?”
Poczułem ucisk w piersi. „Kiedy?”
„Tego dnia.”
Sięgnąłem po torbę, ale ona się cofnęła.
„Nie” – wyszeptała. „Muszę to powiedzieć pierwsza, bo inaczej się przestraszę i ucieknę”.
Przełknęłam ślinę. „Jak masz na imię, kochanie?”
„Saro.”
„Wejdź, Sarah. Chcesz trochę soku?”
Spojrzała za siebie, jakby ktoś mógł ją zatrzymać.
„Nie ukradłem tego.”
„Jak masz na imię, kochanie?”
“Ja wiem.”
„Pilnowałem tego.”
To mnie prawie załamało.
Otworzyłem drzwi szerzej. „To zobaczmy, co Randy ma w środku”.
Sarah położyła plecak na moim kuchennym stole, jakby był czymś świętym.
„Powiedz mi” – powiedziałem.
Pokręciła głową. „Otwórz”.
Moje palce drżały, gdy rozpinałam torbę.
„Pilnowałem tego.”
W środku znajdowały się druty, lawendowa i biała włóczka, papierowy wzór i coś grudkowatego owiniętego w chusteczkę.
Wyciągnąłem to.
Miał to być jednorożec. Jedna noga była niedokończona, ciało przechylone na bok, a mały, biały ogonek sterczał krzywo.
„Zajęcia plastyczne” – powiedziała szybko Sarah. „Pani Bell powiedziała, że prezenty robione ręcznie są lepsze, bo wymagają czasu i miłości. Większość dzieci robiła zakładki do książek, ale Randy chciał jednorożca”.
„Dlaczego jednorożec? Lubił dinozaury.”
Wytarła nos rękawem. „Powiedział, że ci się podobały”.
„Randy chciał jednorożca.”
Przycisnąłem niedokończoną zabawkę do piersi.
Mówiłem to już kilka miesięcy wcześniej, nad brzydkim kubkiem z jednorożcem i ubytkiem na uchu.
„On to pamiętał?” – wyszeptałam.
Sarah skinęła głową. „Myślę, że wszystko pamiętał”.
Pod włóczką znajdowała się kartka.
„On to pamiętał?”
„Mamo, to jeszcze nie jest skończone.
Nie śmiej się. Sarah mówi, że róg jest najtrudniejszy. Pani Bell powiedziała, że nie było czasu przed Dniem Matki.
Kocham cię bardziej niż płatki śniadaniowe.
Kocham Cię, Randy.
Zanim zdążyłam powstrzymać dźwięk, opuścił mnie.
Sara również zaczęła płakać.
„Mamo, to jeszcze nie jest skończone.”
„Przepraszam” – powiedziała, ponownie pocierając nos rękawem. „Tam jest coś jeszcze”.
Znalazłem zmiętą kartkę papieru złożoną na małą część, jakby Randy próbował ją ukryć.
Ręce mi się trzęsły, gdy je otwierałem.
„Kochana Mamo,
Przepraszam, że zniszczyłem ścianę z okazji Dnia Matki. Wiem, że jesteś zmęczony i że narobiłem jeszcze więcej kłopotów.
Ale zapewniam, że nie jestem zły.
Kocham Cię, Randy.
Znalazłem zmiętą kartkę papieru.
Pod spodem znajdował się złożony rysunek, na którym rozlana farba została zaznaczona fioletową kredką.
Przez chwilę słowa nie miały sensu.
I tak zrobili.
***
„Co to jest?” zapytałem.
Sarah wpatrywała się w swoje trampki.
„Saro. Kochanie?”
„Pani Bell kazała mu to napisać.”
“Gdy?”
Spojrzała na plecak. „Tuż przed.”
Te słowa nie miały sensu.
Poczułam chłód na skórze. „Tuż przed czym?”
Jej oczy napełniały się tak szybko, że sprawiało to ból.
„Tuż przed upadkiem.”
W kuchni zapadła cisza.
„Powiedz mi” – powiedziałem, choć część mnie chciała zasłonić uszy.
„Siedział przy tylnym stole” – wyszeptała. „Pani Bell dała mu kartkę i kazała napisać „Przepraszam za zniszczenie ściany z okazji Dnia Matki”. Ale on jej nie zniszczył. Tylko Tyler”.
„Tuż przed czym?”
„Tyler?”
Sarah skinęła głową. „Wylał farbę na kilka kartek, a jedna się rozerwała. Randy miał klej na rękach tylko dlatego, że mi pomagał”.
Spojrzałem jeszcze raz na przeprosiny. Litery były nierówne. Niektóre słowa były ciemniejsze, jakby naciskał za mocno.
„Ciągle powtarzał: «Moja mama wie, że nie kłamię»” – powiedziała Sarah. „Ale pani Bell mówiła, że czasami grzeczne dzieci i tak zawodzą swoje matki”.
Zacisnęłam palce na papierze.
Mój syn umarł, myśląc, że mogę uwierzyć, że jest zły.
„Moja mama wie, że nie kłamię.”
„Co się potem stało?” – wyszeptałem.
Sara przycisnęła swoją małą piąstkę do środka klatki piersiowej.
„Powiedział: ‘Sarah, znowu się zgniata’”.
Złapałem się krzesła. „Znowu?”
Skinęła głową, płacząc. „Mówił mi wcześniej, ale kazał ci nie mówić, bo miałaś grypę”.