Podczas wielkanocnego obiadu moja siostra zepchnęła moją córkę ze „swojego” krzesła. „Ty parszywy pasożycie – brudzisz mi krzesło!” – warknęła. Moi rodzice nawet nie zareagowali, tylko namawiali wszystkich, żeby „jeść, póki gorące”, udając, że nic się nie stało. Myśleli, że mogą to zignorować. Aż w końcu cicho wzięłam córkę za rękę, wyszłam… i krzyknęłam: „Zwolnić Elenę”.

Rozdział 1: Duch na uczcie.
Chrzęst żwiru pod oponami mojej dziesięcioletniej Hondy Civic brzmiał jak przeprosiny. Stanowił ostry, zgrzytliwy kontrast z gładką, wybrukowaną ciszą podjazdu, po którym już stały lśniąco białe BMW X5 i zabytkowy Jaguar mojego ojca.

„Mamo, zostaniemy dłużej?” – zapytała Lily z tylnego siedzenia. Jej głos był cichy, napięty, pełen intuicyjnego niepokoju, który dzieci często rozwijają, zanim rozwiną go rodzice. Miała pięć lat i ściskała w dłoniach zniszczonego pluszowego królika, którego trzykrotnie zszyto.