Dla mojej teściowej byłam jedynie leniwą i bezrobotną kobietą. Zaledwie kilka godzin po tym, jak urodziłam moje bliźnięta, Leo i Lunę, ciężkim cesarskim cięciem, pani Emma wpadła do mojego pokoju VIP niczym do luksusowego hotelu. Kopnęła w koniec łóżka, sprawiając, że szwy zabolały mnie jeszcze bardziej, i rzuciła na stół pogniecione dokumenty adopcyjne. „Nie zasługujesz na ten luksus; mój syn nie powinien się dla twoich jedwabnych poduszek aż tak męczyć” — chichotała z satysfakcją.
Patrząc na mnie z nienawiścią w oczach, kazała mi oddać jedno z moich dzieci swojej córce. „Twoja szwagierka Karen potrzebuje chłopca, nie możesz się opiekować obojgiem. Leo pójdzie do niej, córka zostaje u ciebie” — powiedziała. Byłam w szoku, ale ona nie przestawała; ruszyła w stronę łóżeczka Leo, próbując go chwycić. Pomimo rwącego bólu w brzuchu rzuciłam się do przodu, a ona mocno mnie popchnęła, uderzając głową o barierkę łóżka. W tym momencie nacisnęłam całą siłą czerwony przycisk alarmowy na ścianie.
