Część 1: Duch o 3 nad ranem
Burza nie nadeszła z ostrzeżeniem; po prostu uderzyła w dom niczym fizyczny cios. Wiatr wył w jodłach otaczających mój samotny domek, a deszcz smagał okna strugami szarej przemocy.
O 3:00 nad ranem świat należy do duchów i winnych. Oczywiście, że nie spałam. Zawsze nie śpię o 3:00 nad ranem. To stary nawyk, blizna po życiu, które pogrzebałam trzydzieści lat temu. Siedziałam w fotelu, dziergając szalik, który i tak był już za długi, i wsłuchując się w rytm grzmotów. Dla świata zewnętrznego byłam Marthą Vance: siedemdziesięciodwuletnią wdową, miłośniczką hortensji i kobietą, której ręce lekko drżały, gdy nalewała herbatę.