Matka spojrzała na mnie z tym swoim zimnym, pogardliwym uśmiechem. — „Uspokój się. Te dziury i szmaty będą do ciebie pasować znacznie lepiej niż jedwabie. Przynajmniej goście od razu zobaczą, na jakim poziomie jesteś. Prawda, kochana?” — zwróciła się do ciotki.
Ciotka przytaknęła, ocierając łzy ze śmiechu. — „Może w tych łachmanach w końcu znajdziesz kogoś na randkę? Na przykład jakiegoś żebraka spod kościoła. Będziecie idealną parą”.
Zostałam z niczym. W starym dresie, z pociętymi ubraniami i poczuciem, że po raz kolejny zostałam zdeptana przez ludzi, którzy powinni mnie kochać. Rodzina triumfowała, pewna, że na jutrzejszym weselu będę wyglądać jak nędzarka, byle tylko nie przyćmić „idealnej” synowej.
Niespodziewany gość