Kiedy nadszedł sezon balów maturalnych, wszyscy mówili o idealnej randce i limuzynach. Wiedziałem już, z kim chcę iść. Kiedy zaprosiłem babcię, pomyślała, że to żart. Powiedziała mi, że wieczór jest dla młodych i że zostanie w domu. Nalegałem. Powiedziałem jej prawdę: bez niej bym tam nie poszedł. Po długim milczeniu zgodziła się.
W noc balu miała na sobie prostą, idealnie wyprasowaną sukienkę w kwiaty. Prawie przeprosiła za to, że „nie dorastała do ideału”. W moich oczach wyglądała wspaniale.