„Nazywają cię robakiem”.
Skrzywił się. „Tak, proszę pani. Z powodu mojej budowy. Bo wyglądam groźnie. Ale nie jestem okrutny. Nigdy nikogo nie skrzywdziłem. Nie celowo”.
„Ale mogłabyś to zrobić, gdybyś chciała”.
„Mógłbym”. Spojrzał mi ponownie w oczy. „Ale bym tego nie zrobił. Nie tobie. Nie komuś, kto na to nie zasługuje”.
Coś w jego oczach – smutek, rezygnacja, łagodność, która nie pasowała do jego wyglądu – sprawiło, że podjęłam decyzję.
„Josiah, chcę być z tobą szczera. Pragnę tego równie mało, jak ty prawdopodobnie. Mój ojciec jest zdesperowany. Nie jestem odpowiednią partnerką. Uważa, że jesteś jedynym rozwiązaniem. Ale jeśli mamy to zrobić, muszę wiedzieć. Czy jesteś niebezpieczna?”
„Nie, proszę pani”.
„Czy jesteś okrutna?”
„Nie, proszę pani”.
„Czy zamierzasz mnie skrzywdzić?”
„Nigdy, proszę pani. Przysięgam na wszystko, co mi drogie”.
Jego szczerość była niepodważalna. Naprawdę wierzył w to, co mówił.