Szóstego dnia burza się nasiliła.
Potężny ryk zatrząsł chatą.
Wybiegłem na zewnątrz. Dach drewutni zawalił się pod ciężarem śniegu. Jeśli stracimy drewno… zamarzniemy na śmierć.
Próbowałem podnieść ciężką belkę.
Była za ciężka.
Nagle ktoś złapał ją za drugi koniec.
To była Klara.
Nie powiedziała ani słowa. Po prostu pomogła.
Razem podnieśliśmy belkę. Ona ją trzymała, ja próbowałem ją ustabilizować.
Ocaliliśmy drewno.
Ocaliliśmy się.
Wróciliśmy do środka, przemoczeni i wyczerpani.
Dała mi filiżankę czarnej kawy. Usiadła naprzeciwko mnie.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk „Dalej” poniżej ⤵