Urodziła sama, ale chwilę później lekarz zobaczył coś, co spowodowało załamanie się jego organizmu.

Potem słyszała kroki na górze. Szum drzwi do szafy. Kaszlącego Richarda. Mateo wołającego o śniadanie, o sprawiedliwość, a może o jedno i drugie. Emilio pytającego, gdzie są dobre nożyczki. Życie, głośne, zwyczajne i zupełnie prawdziwe.

I co roku myślała to samo.

On nadchodzi.

Nie zdążył, by oszczędzić jej najgorszego.

Nie zdążyła być mężczyzną, którego potrzebowała w szpitalu.

Nie zdążyła, by kłamstwo stało się nieprawdziwe.