„Twoja córka zniszczyła mi dywan za 5000 dolarów swoją krwią” – syknęła matka mojego zięcia. Porzucili ją na niebezpiecznym terminalu podczas zamieci. Myśleli, że jestem „bezużyteczną staruszką”, ale to ja byłam tą kobietą, która dziesięć lat temu wsadziła ich prezesa do więzienia. Kiedy zasiedli do wielkanocnego obiadu, zgasło światło. Weszłam ze starą odznaką: „Kolacja skończona. Idziesz do miejsca, gdzie nie podają indyka”.

Uklękłam na śniegu, owijając córkę kocem termicznym. Kiedy ją podniosłam, z jej kieszeni wypadł zmięty kawałek papieru. Wygładziłam go. To była strona wyrwana z księgi rachunkowej – fizyczny dowód nowego procederu Juliana, „czarne księgi”, których szukałem. Lily ryzykowała życie, żeby je ukraść.

Pochyliłem się i szepnąłem jej do ucha: „Myślą, że jestem tylko twoją matką, Lily. Zapomnieli, że jestem ich najgorszym koszmarem. Odpoczywaj teraz. Żmija się obudziła”.

CZĘŚĆ 3: PRZEBUDZENIE
Sześć dni później.

W sali szpitalnej panowała cisza, przerywana jedynie rytmicznym pikaniem kardiomonitora. Lily była w stabilnym stanie, ale lekarze powiedzieli, że to cud, że nie straciła dziecka. Miała połamane żebra, a dusza posiniaczona, ale żyła.

Nie było mnie w pokoju. Byłem w pozbawionym okien biurze w centrum Hartford. Naprzeciwko mnie siedział zastępca dyrektora FBI, człowiek, którego szkoliłem dwadzieścia lat temu.

„Martha” – powiedział, patrząc na księgę rachunkową na stole. „Jesteś na emeryturze od sześciu lat. Myśleliśmy, że pieczesz ciasta i żyjesz sobie spokojnie”.

„Byłam” – powiedziałam zimnym i beznamiętnym głosem. „Dopóki nie trzeba było wynieść śmieci. Ta księga łączy Juliana Thorne’a z firmami-słupami, które przegapiliśmy w 2004 roku. Nie wyciągnął wniosków z „przypadkowego” zawału serca swojego ojca w więzieniu. Rozszerzył imperium na handel ludźmi i unikanie płacenia podatków federalnych”.

Dyrektor westchnął. „To solidny trop, ale autoryzacja nalotu na taką skalę zajmuje miesiące. Thorne’owie mają przyjaciół w Senacie”.

„Nie mam miesięcy” – powiedziałam, pochylając się do przodu. Światło odbiło się od moich okularów, zasłaniając mi oczy. „Chcę pełnego przeglądu taktycznego. Chcę IRS, DEA i szeryfów. I chcę, żeby to się stało w Niedzielę Wielkanocną”.