Jego twarz zbladła tak szybko, że aż przeraziło.
„Co do…” – wyszeptał i natychmiast podniósł Islę.
Wszedłem do drzwi, a mój uśmiech zniknął. „Teraz to czujesz” – powiedziałem cicho.
Grant wpatrywał się w kołyskę, jakby poruszyła się sama z siebie. Jego głos drżał. „Coś jest pod materacem” – powiedział. „Coś twardego”.
Uniósł materac drżącymi rękami.
A tam, przyklejone do listew pod spodem, leżało cienkie, czarne urządzenie z migającą diodą – przymocowane do ramy, jakby tam należało.
Grant wstrzymał oddech. „Czy to… aparat?”
Skinęłam głową, czując ucisk w gardle. „I dlatego” – wyszeptałem – „nigdy z niego nie korzystałem”. »…