Przez trzy lata harowałem na pełnym morzu, żeby zapewnić żonie dobre życie. Wróciłem do domu bez zapowiedzi, żeby zrobić jej niespodziankę… ale kiedy przeszedłem się za domem, łzy popłynęły mi po policzkach. Kobieta, której obiecałem niebo, była ubrana w łachmany i jadła resztki ze śmietnika!

Miał sobie szyty na wymiar granatowy.

Zegarek na nadgarstku.

Pieniądze na plecy.

Mój dom u jego stóp.

„Za sukcesem!” – za podstawę.

Nie krzyknęłam.

Jeszcze nie.

Złapałam duży moduł konfiguracyjny na stoliku konsolowym przy wejściu.

Biały ceramiczny wazon, prawdopodobnie kupiony za własne pieniądze.

Podniosłam go.

Po czym rzuciłem go z całej siły na środek salonu.

TRZASK.

Wazon roztrzaskał się na tysiąc kawałków.

Muzyka ucichła.

Goście krzyczeli.

Kieliszki zamarły.