Miał sobie szyty na wymiar granatowy.
Zegarek na nadgarstku.
Pieniądze na plecy.
Mój dom u jego stóp.
„Za sukcesem!” – za podstawę.
Nie krzyknęłam.
Jeszcze nie.
Złapałam duży moduł konfiguracyjny na stoliku konsolowym przy wejściu.
Biały ceramiczny wazon, prawdopodobnie kupiony za własne pieniądze.
Podniosłam go.
Po czym rzuciłem go z całej siły na środek salonu.
TRZASK.
Wazon roztrzaskał się na tysiąc kawałków.
Muzyka ucichła.
Goście krzyczeli.
Kieliszki zamarły.