Drżącymi rękami podwinęła rękaw piżamy i zobaczyłam coś, co wstrząsnęło mną całkowicie. Jej ramiona były pokryte dziesiątkami starych i nowych blizn po cięciach. Pod tym uśmiechem, który za dnia wszyscy podziwiali, kryła się nocna, cierpiąca dusza, która zadawała sobie ból. „Proszę, nie mów nikomu” — wyszeptała, przerażona możliwością bycia odrzuconą i samotną.

Wtedy zrozumiałam, że te codzienne, nieustanne prace porządkowe Emily nie miały nic wspólnego z higieną. Każdego ranka piorąc krwawe prześcieradła, starała się ukryć głęboki ból i kryzysy, które przeżywała nocą. Jej wysiłek, by wyglądać na idealną, był w rzeczywistości ścianą, za którą stłumiła swoje wołanie o pomoc. Od tego dnia zrozumiałam, że nawet w najbardziej schludnych domach mogą kryć się ciemne rany, które ktoś zmuszony jest ukrywać.