„Co tu się dzieje?”
Dyrektor spuścił głowę. „Nie przedstawił się. Powiedział tylko, że go znasz”.
„Gdzie jest Emma?”
„Jest w gabinecie. Nic jej nie jest”. Spojrzał na drzwi gabinetu. „Mężczyzna w środku poprosił, żeby najpierw się z nią zobaczyć. Kiedy powiedzieliśmy mu, że musimy do ciebie zadzwonić, powiedział, że nie ma problemu. Zaczeka na ciebie”.
Położyłam rękę na klamce i znieruchomiałam.
Już przed otwarciem drzwi wiedziałam, że cokolwiek czekało po drugiej stronie, coś zmieni.
Pchnęłam je.
Wstał, kiedy usłyszał, jak wchodzę.
Przez sekundę mój umysł odmawiał przetwarzania tego, co widziałam. Czułam się, jakbym patrzyła na kogoś ze snu, który tak głęboko zakopałam, że przestałam wierzyć w jego istnienie.
Wtedy nagle mnie to olśniło.
Kolana mi zmiękły i opadłam na najbliższe krzesło.
„Ty” – powiedziałam, ale zabrzmiało to łamiącym się głosem. „Co ty tu robisz? To nie może być prawda!”
Wyglądał starzej. Oczywiście, że tak. Ja też.
Jego włosy siwiały na skroniach i wyglądał na chudszego, niż pamiętałam, bardziej wyczerpanego, jakby życie powoli go przytłoczyło.
Ale to był bez wątpienia on.
„Witaj, Anno” – powiedział cicho.
„O czym?”. Mój głos się zaostrzył. „Nie możesz wrócić do mojego życia po tylu latach, po tym, co zrobiłaś, i zachowywać się, jakby to było normalne!”.
Za mną dyrektor się poruszył.
„Dać ci chwilę?” – zapytał.
„Nie. Zostań tutaj”.
Chciałam, żeby ktoś inny usłyszał, co zamierzał powiedzieć. Potrzebowałam dowodu, że sobie tego nie wyobrażam, bo sama ledwo w to wierzyłam.
Daniel – były wspólnik mojego męża, człowiek, który sprawił, że śmierć Joego zabrzmiała jak zasłużona kara – stał przede mną.
A część mnie bardzo bała się dowiedzieć, czego on chce od Emmy i mnie.
Daniel usiadł ponownie.