„Co masz na myśli, mówiąc, że go tam nie ma?”
Noah wskazał palcem na miejsce za nagrobkiem. „Nie ma go w tym miejscu”.
Powoli wstałam. „Ethan tu jest”.
Noah zadrżał.
Zniżyłam głos. „Czasami ludzie mówią, że kogoś nie ma, bo go nie widzimy”.
„Ethan wrócił”.
„Nie” – wyszeptał. „Powiedział mi. Powiedział, że go tam nie ma”.
„Kto ci powiedział?”
Oczy Noaha się rozszerzyły. „Ethan”.
Moje dłonie zamarły.
„Dobra” – powiedziałam zbyt szybko. „Napijmy się gorącej czekolady”.
Noah szybko skinął głową, z ulgą.
„To tajemnica”.
W poniedziałek wsiadł do samochodu i powtórzył to jeszcze raz. „Ethan wrócił”.
Zatrzymałam się, mój pasek opadł mu na klatkę piersiową.
„W szkole?”
Skinął głową. „Przy płocie. Rozmawiał ze mną. Mówił różne rzeczy”.
„Jakie rzeczy?”
Noah odwrócił wzrok. „To tajemnica”.
„Zadzwonię do szkoły”.
Serce mi waliło. „Noah, nie mamy tajemnic przed mamą”.
„Powiedział, żebym ci nie mówił” – wyszeptał Noah.
Zacisnąłem pasek. „Słuchaj. Jeśli ktoś każe ci coś przede mną ukrywać, i tak mu powiesz. Rozumiesz?”
Noah zawahał się, a potem skinął głową.
Tego wieczoru siedziałem przy stole z telefonem. Mark stał w drzwiach.
„Zadzwonię do szkoły” – powiedziałem.
„On jest dorosły”.
Mark podszedł. „Co się stało?”
„Ktoś rozmawia z Noahem. I używa imienia Ethan”.
Mark zbladł. „Jesteś pewien?”
„Powiedział, że Ethan kazał mu nic nie mówić. Jest dorosły”.
Mark przełknął ślinę. „Zadzwoń”.
Następnego ranka weszłam do sekretariatu przedszkola, nie zdejmując płaszcza.