Ale to tylko dodało Jensenowi odwagi.
Przechylił głowę i odwrócił się w stronę małego tłumu, który zaczął się zbierać.
„Widzisz? Właśnie o to mi chodzi. Słodkie dziecko wymyślające bajki. Posłuchaj, maleńka, nie ma nic złego w tym, że chcesz, żeby twoja mama była bohaterką. Ale nie musisz wymyślać historii”.
Słowo „bajki” bolało najbardziej.
Bo jej matka nie była bajką.
Była kobietą, której dłonie nosiły ślady nie codziennych obowiązków, ale treningów i bitew. Była kimś, kto jednego dnia zabierał ją do łóżka, a następnego był na drugim końcu świata, zajęty zadaniami, o których nie wypadało mówić.
Lily zadrżała. Jensen to zauważył, a jego uśmiech stał się jeszcze bardziej triumfalny. Był przekonany, że wygrał. Nie wiedział jednak jeszcze, że to dopiero początek – moment, który nie tylko ujawni jego uprzedzenia, ale także obudzi sumienie wszystkich, którzy obserwowali i milczeli.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk „Dalej” poniżej ⤵