Gorzkie czekoladki rozsypały się po lśniącej posadzce holu, potoczyły pod chromowane krzesła i pod krawędzią zasięgu jak małe, zrujnowane planety. Nikt nie ruszył, żeby ci pomóc. Ochroniarz na wstrząśniętego, ale nie zaskoczonego. To było w tym wszystkim inne niż okrucieństwo, ten cichy, wyraz twarzy człowieka, który został później zrozumiały, że właśnie ujawnił obcej prawdy zdolną rozłupać jej życie na pół.
Nie krzyczałaś.
Ludzie zawsze właśnie sobie wyobrażają, kiedy słyszą historie. Widzą kobietę, która dramatycznie osuwa się w lobby, zawodzi, wykrywana przez osobę, która jest udostępniana przez osobę w pobliżu. Tymczasem prawdziwy szok przez wiele cichszy. Czujesz się automatycznie, gdy twarz następuje automatycznie.