Małżeństwo z wrogiem – romans pełen sekretów i napięcia

Aby ukryć swoje imperium, przypadkiem poślubiłam swojego największego wroga. Na pierwszy rzut oka wydawało się to katastrofalnym błędem, decyzją podjętą w złym momencie i z jeszcze gorszych powodów. A jednak rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana… i znacznie bardziej niebezpieczna.

On był niepozornym, nieco niezdarnym profesorem uniwersyteckim, noszącym marynarki z łatami na łokciach i sprawiającym wrażenie człowieka całkowicie oderwanego od brutalnej rzeczywistości. Ja byłam łagodną lekarką, oddaną swojej pracy i ludziom, których ratowałam każdego dnia. Nasze małżeństwo miało być symbolem spokoju, kompromisu, a może nawet nowego początku.

Jednak oboje byliśmy mistrzami kłamstwa.

Pod powierzchnią naszego spokojnego życia kryło się coś znacznie mroczniejszego. W neonowym blasku ulic Chicago toczyła się wojna, której zwykli ludzie nigdy nie dostrzegali. Była cicha, bezwzględna i pozbawiona litości — wojna, w której nie było miejsca na pomyłki.

Po jednej stronie stał Yato — najniebezpieczniejszy haker na świecie, oraz legendarny chirurg Nan Lao, znany z dokonywania rzeczy niemożliwych. Po drugiej stronie znajdował się Drugi Mistrz, bezwzględny przywódca Syndykatu Auguste, organizacji, która nie znała granic ani zasad.

Przez lata próbowaliśmy się nawzajem zniszczyć. W cieniu wymienialiśmy kule, krew i sekrety. Każde spotkanie mogło być ostatnim. Każda decyzja mogła zakończyć się śmiercią.

Ale kiedy maski zaczęły opadać, prawda okazała się bardziej przerażająca niż wszystkie dotychczasowe kłamstwa.

Codzienność pełna iluzji
„Ayin? Znów patrzysz na Willis Tower” — głos Pei Yuana dobiegł z kuchni.

Był ciepły, lekko niepewny, jakby należał do człowieka, który wciąż uczy się, jak być częścią czyjegoś życia. Chwilę później pojawił się w drzwiach, trzymając talerz przypalonego tostowego chleba.

„Próbowałem coś ugotować… Nie jestem w tym najlepszy.”

Uśmiechnęłam się, a moje serce zdradziecko przyspieszyło. Ten drobny gest, choć niedoskonały, był zaskakująco szczery.

„Jest idealne, Pei.”

Wzięłam kęs chleba, który smakował jak węgiel. A jednak nie miałam serca powiedzieć mu prawdy. W jego oczach widziałam niewinność.

Taką kruchość.

Przez połowę życia robiłam wszystko, by tacy ludzie nigdy nie zobaczyli krwi na moich rękach. By ich świat pozostał czysty, nieskalany brutalnością, którą ja znałam aż za dobrze.

A jednak coś zaczynało się zmieniać. Iluzja, którą tak starannie budowałam, zaczynała pękać.

Als je wilt doorgaan, klik dan op de knop “Volgende” hieronder ⤵